O mnie

sobota, 14 listopada 2015

Przydatne i nieprzydatne gadżety rowerowe.


W gąszczu nowinek łatwo jest stracić głowę. Przeglądając sklepy internetowe, odwiedzając stacjonarne, co rusz trafiamy na jakiś przedmiot, który w pierwszej chwili wydaje nam się niezbędny. Taki "must have". Sama kupuję magazyn kolarski "Szosa". I choć nie ma w nim tak naprawdę wielu reklam, to patrząc na zawodowych kolarzy też chciałabym mieć taki arsenał sprzętu jak oni. I takich sponsorów oczywiście ;) Co jednak zrobić, gdy sponsorami musimy być sami dla siebie? Ostrożnie weryfikować, co tak naprawdę jest nam potrzebne, a bez czego możemy się obyć. 



Garmin Varia 299 euro, źródło: garmin.com





















Na pierwszy ogień idzie wsteczny rowerowy radar Varia od Garmina. Brzmi profesjonalnie. Jest to system informujący rowerzystę o pojazdach nadjeżdżających z tyłu, wyposażony w czujnik wbudowany w tylnej, migającej na czerwono lampce oraz urządzeniu przekazującym te dane do naszej wiadomości, zamontowanym na kierownicy. Chyba, że mamy licznik rowerowy Garmin Edge. Wtedy informacje wyświetlą się bezpośrednio na nim. Urządzenie informuje o pojazdach znajdujących się już 140 metrów za rowerzystą, a kompatybilne oświetlenie w "inteligentny" sposób dostosowuje natężenie w zależności od prędkości rowerzysty i warunków na drodze. 
Wszystko spoko. Jeśli kogoś stać uważam to za fajny gadżet. Bo cena powala. Za taki system musimy zapłacić ponad 1000 zł. Za o wiele mniejszą kwotę jesteśmy w stanie wyposażyć się w naprawdę fajne oświetlenie do roweru. Według mnie to jednak informacja dla kierowcy o naszym istnieniu na drodze jest ważniejsza, niż elektroniczna informacja dla rowerzysty o nadjeżdżających pojazdach. Zazwyczaj słyszymy przecież już z daleka silnik samochodu. O wiele wcześniej niż kierowca może nas zauważyć. Dlatego moim zdaniem gadżet jest tylko niepotrzebną zabawką, a o wiele lepiej zainwestować w fajne, odblaskowe ciuchy i porządne oświetlenie. 

  

Accent Lobster 75zł, źródło: bikestacja.pl
























Przydać się mogą rękawiczki trójpalczaste, takie jak  Accent Lobster. Umożliwiają wygodniejsze hamowanie i zmianę biegów podczas jazdy na rowerze szosowym oraz są cieplejsze niż standardowe rękawiczki pięciopalczaste. Dlaczego więc uważam je za gadżet, a nie "must have"? Według mnie, lepszą opcją jest zakup rękawiczek z neoprenu, które będą równie ciepłe, a przydadzą się nie tylko na szosie, ale również podczas jazdy na zwykłym rowerze oraz w funkcjonowaniu na co dzień. 



Elite Ozone Endurance Protect Cream 69 zł, źródło: karbonowy.pl

















Chamois Cream. Nazwa brzmiąca obco, ale każdy kolarz, który zaznał "uroków" długich godzin spędzonych na siodełku, rozpozna tą nazwę w mig, łącząc ją ze swoimi osobistymi przeżyciami... Chamois cream to krem zapobiegający otarciom, podrażnieniom i odparzeniom skóry. Za opakowanie 150 ml musimy zapłacić około 70 zł. Drogo. Zwłaszcza, że w podobny sposób działa zwykła wazelina, naniesiona grubszą warstwą i u mnie się sprawdza. Ale jeśli mamy na zbyciu 70 zł i chcemy szykować się do jazdy i poczuć jak Pro, czemu nie. 



Camelbak Podium 700ml 48zł, źródło: rowertour.com




















Bidon Camelbak Podium. Zwykły bidon za 50 zł. Ale kupiłabym, mimo ceny. Sama miałam już kilka bidonów. Nie jest to rzecz, którą kupujemy na lata, bo taki plastik szybko się zużywa. Poza tym po prostu śmierdzi plastikiem. No i właśnie, według opinii w Internetach, Camelbak plastikiem nie zajeżdża i nie zmienia smaku napojów. Bidon znajduje się na mojej liście zakupowej, więc podzielę się opinią, jak to z tym zapachem jest. 



Rapha Winter Hat 55 euro, źródło: rapha.cc
























Czapeczka kolarska. Charakteryzuje się tym, że mieści się pod kask i ma fajny daszek, który zapobiega wpadaniu kropli deszczu do oczu i na okulary. Sęk w tym, że te fajne i ładne są dość drogie. Czapki teamowe oraz z nadrukami reklamowymi są tańsze, ale ja raczej nie chciałabym podczas jazdy być darmowym słupem reklamowym. 



Garmin Ede 1000 550 euro, źródło: garmin.com



















Ostatni gadżet i zarazem najdroższy to licznik rowerowy Garmin Edge 1000. Czemu akurat ten? Bo ma najwięcej funkcji i jeśli miałabym kupić taki gadżet dla siebie, to byłby to właśnie ten model. Ma fajny kolorowy i dotykowy ekran, ładne i czytelne mapy. Wyświetla wszystkie potrzebne podczas jazdy funkcje, będąc przy tym wodoodpornym i wytrzymałym na wstrząsy. Łączy się ze smartfonem, więc powiadamia o przychodzących wiadomościach i połączeniach oraz przesyła na bieżąco przebieg naszej trasy, umożliwiając śledzenie nas na żywo. Jest kompatybilny z wieloma czujnikami; miernikiem mocy, kadencji, pulsu. Fajny gadżet dla tych, którzy chcą przenieść swoją aktywność na wyższy poziom. Fajna jest również jego cena, ponieważ kosztuje około 550 euro. Dostęp do map i korzystanie z Garmin Connect jest bezpłatne. Osobiście, gdybym miała na zbyciu 550 euro i szukała dla siebie licznika rowerowego, to nad tym modelem nie zastanawiałabym się ani chwili. 



Przed zakupami nie warto iść na żywioł. Czasem można znaleźć coś w lepszej cenie, coś bardziej praktycznego albo charakteryzujące się lepszą jakością. Wybór jak zawsze należy do Was. Jeśli chodzi o mnie- lubię gadżety mające mi ułatwić bądź uprzyjemnić życie. Jednak miernikiem opłacalności danego zakupu jest dla mnie zawsze częstotliwość korzystania z tej rzeczy. Gdy ma być to rzecz używana jedynie od czasu do czasu, bo może się kiedyś przydać- odpuszczam. Na to nie warto wydawać ani jednej złotówki. 

A Wy czym kierujecie się przy zakupie sportowych gadżetów?

poniedziałek, 9 listopada 2015

Mam spodnie z lumpeksu i spełniam swoje marzenia.


Większość kobiet marzy o nowych szpilkach. Generalnie- nowych butach. O nowej torebce, sukience. Nałogowe przeglądanie stron typu Allegro, Zalando itp. Znam to nie tylko z westchnień i zwierzeń koleżanek. Sama kiedyś potrafiłam spędzić godziny na oglądaniu ciuchów i planowaniu, co kupię, gdy już będzie mnie na to stać. Przeważnie i tak kończyło się na tym, że zamiast kilku tańszych rzeczy kupowałam jedną, ale taką, która od kilku lat służy mi do teraz.

Osobiście uwielbiam dobre jeansy. Te, które mam obecnie, nie są nowe i w najbliższym czasie nie planuję kupna. Cenię porządną odzież, służącą przez kilka sezonów. "Ania, ty to się chyba bardzo przywiązujesz do rzeczy"- powiedziała jakiś czas temu moja koleżanka. Z politowaniem w głosie. Bo przecież jak można nosić jedną kurtkę od trzech lat? Ja raczej dziwię się, jak można kupić nową tylko dlatego, że tamta się znudziła? 

Kupowanie według potrzeb.
Nie umiem oddać się bezmyślnemu konsumpcjonizmowi. Wierzę w to, że lepiej kupić coś dlatego, że jest to potrzebne. I wydać na to większą kwotę, traktując jako kilkuletnią inwestycję, niż wspierać kiepskie wykonanie i pracodawców wykorzystujących swoich pracowników kosztem jakości produktu. Często sama na tym cierpię, bo wolę w końcu nie kupić nic, niż mieć wątpliwość co do słuszności wydanych pieniędzy. Ciężko jest mi wydać pieniądze na siebie tak w ogóle.

Ubiera się w lumpeksie, a się obnosi jakby nie wiadomo co na sobie miała...
Taki tekst też kiedyś usłyszałam. I wiecie co? Ja jestem z tego dumna, że potrafię ubrać się nie wydając na to wielkich pieniędzy. Mam w szafie świetne jeansy Diesla. Są ze mną od trzech lat, a wyglądają coraz lepiej. Mam świadomość tego, że przede mną służyły komuś równie dobrze. Wątpię, że kupione obecnie spodnie z sieciówki wytrzymałyby tyle czasu.

Używane spodnie i kaszmirowy sweter. 
Mam dwa ciepłe swetry. Serio. Jeden wełniany, "ważył" dwa złote. Drugi kaszmirowy. Nie powiem za ile, bo był koszmarnie drogi. I nie żałuję ani jednej wydanej na niego złotówki, bo zwrócił mi się już dawno. Jest ciepły, nie gryzie, ma piękny szary kolor i pasuje do wszystkiego. Nie odczuwam absolutnie żadnej potrzeby, aby po wypłacie wpaść w szał zakupów i pobiec do galerii handlowej po najnowszy krzyk mody. Czy samo usprawiedliwienie, że kogoś na to stać wystarczy? A co stanie się z tymi rzeczami, gdy przyjdzie kolejny sezon? Pół biedy, jeśli trafią one do potrzebujących. Ale nie oszukujmy się- najczęściej chowane są na dnie szafy, bo przyda się, bo będzie do chodzenia po domu, bo schudnę, albo jeszcze inne absurdalne tłumaczenia.

Ostatnio dowiedziałam się, że jestem minimalistką, że tak to się nazywa... 
W Internetach panuje moda na pozbywanie się zbędnych rzeczy. Ostatnio trafiłam na kilka filmików na Youtube odnośnie minimalizmu, minimalistycznej mody, minimalistycznego mieszkania i w ogóle. Jest tylko pewien dysonans, który w tym wszystkim zauważam. Rodzi się pewnego rodzaju moda na minimalizm, a nie zrozumienie całej jego istoty. Co mam na myśli? Spotkałam się z wymianą całej garderoby na nową, minimalistyczną. Taką monochromatyczną, bez dodatków. Albo remont mieszkania, by stało się minimalistyczne. Najlepiej biało- czarne. Wydaje mi się, że nie o to tutaj chodzi... Prawdziwą istotą minimalizmu, jak się później dowiedziałam, jest życie z przeświadczeniem, że to co mam mi wystarcza. Że nie gonię za modą, tym co popularne. A oprócz samej siebie dostrzegam wokół innych ludzi. Nie tylko tych, którzy potrzebują tego, czym my zagracamy naszą przestrzeń, ale również tych, którzy stoją za wyprodukowaniem kolejnej niepotrzebnej rzeczy. Że wcale nie potrzebuję tego, co jest mi przez wszechobecne reklamy wmawiane jako niezbędne.

Jesteśmy tym bogatsi, im mniej nam potrzeba do życia.
Im mniej wydajemy na pierdoły, tym więcej pozostaje na spełnianie prawdziwych marzeń. I posłużę się tu przykładem mojego roweru. To było prawdziwe marzenie. Silniejsze z każdym odłożonym banknotem, bo wiedziałam, że im kwota jest wyższa, tym bliżej jestem jego spełnienia. I przyszedł taki dzień, kiedy w końcu trzymałam ten nowy rower, który w końcu był tylko mój. I wszelkie inne zachcianki sobie poszły, bo spełniłam największe marzenie, które stanowiło nie tylko przedmiot materialny, ale dało możliwość przeżywania pięknych chwil i realizowania pasji. Jedno jest pewne- od tamtego czasu jeszcze bardziej zawyżyły się moje wymagania odnośnie tego, na co wydaję swoje ciężko zarobione pieniądze. Chcę być pewna, że to co kupuję odpowiada mi w stu procentach.


Dla niektórych moja pisanina pewnie wyda się zwykłym bełkotem. Możliwe, że dla tych, którzy bez zastanowienia potrafią wyjąć spory pliczek pieniędzy, kupując kolejny kurzący się w kącie przedmiot i tłumacząc się tym, że ich na to stać. Ja nie namawiam nikogo do ascezy i sama uważam, że jeśli czegoś naprawdę pragniemy, to warto dla tych marzeń pracować i wydawać nawet miliony, jeśli się je ma. Ale kupna pod wpływem reklamy, innej osoby, nagłej fascynacji nie boję się nazwać głupotą.
Bo kiedyś może zapukać do nas marzenie. To wielkie i prawdziwe. I jeśli nie jesteśmy przygotowani na jego przyjście, zostaniemy ze swoimi kurzącymi się gadżetami, a ono dalej będzie tkwić w nieosiągalnej przestrzeni. Życzę Wam, żeby Wasze marzenia się spełniały. Tak jak moje.

minimalizm



środa, 28 października 2015

Dlaczego nic mi się nie chce? Jesienna motywacja.



jesienny poranek
Jesienny poranek...

Jesień. Nieubłaganie. Budzimy się i wita nas ciemność za oknem. Przychodzimy z pracy- ciemno. Powiem Wam szczerze, że ciężko mi się pracuje, kiedy za szybą migoczą w słońcu kolorowe liście. Najchętniej rzuciłabym wszystkie swoje zadania i wybiegła do parku. Niestety. Pracę zaczynam wcześnie i zazwyczaj bardzo późno kończę. Wiosną i latem nie ma z tym problemu, bo wychodząc nawet o 19 czuję, że jeszcze jest dzień, że jeszcze tyle jestem w stanie zrobić. Kilkugodzinna wycieczka rowerowa? Czemu nie. Bez ryzyka potrącenia, przemarznięcia (chociaż to już kwestia odpowiedniego ubrania). I co najważniejsze- z ochotą.  Bo to właśnie o tej porze roku chęci do działania najbardziej nam brakuje. 

Zazwyczaj ja jestem osobą, która motywuje innych, ale przez dzisiejszy wpis będę również motywować samą siebie. Nie wiem jak Wy, ale ja nie znam osoby, która przez okrągły rok tryskałaby humorem i zarażała innych optymizmem. Każdemu z nas zdarzają się lepsze i gorsze chwile. U mnie zaczęło się od deszczu, który trwał kilka dni z rzędu. Po tym, gdy codziennie po pracy wsiadałam na rower i potrafiłam przejeździć tak wiele kilometrów, nieco mnie to dobiło. Regularnie biegam, żeby jakoś dać upust energii. Ale bieganie po ciemku też nie jest za fajne... I jeszcze te długie godziny w pracy, i coraz więcej obowiązków.  I tak rozpoczęła się samonakręcająca spirala. Nawet podczas biegania, kiedy to przecież powinny się uwalniać endorfiny, myśli że po co to wszystko, że jestem za wolna. Na szczęście ten stan nie trwał długo. Takim myślom trzeba umieć powiedzieć dość i szukać rozwiązań. Zastąpić je realnym wytłumaczeniem dla naszego zachowania, a nie zagłębiać się jeszcze bardziej w negatywnych emocjach. Tylko realizm i logiczne myślenie jest w stanie uciąć dopadającą nas jesienną depresję.

Zarzucamy sobie, że jesteśmy leniwi. Widzimy za oknem hulający wiatr, ciemność i nie mamy ochoty wyjść z domu. Ale czy to jest oznaką lenistwa? Przypomnijmy sobie, jak jeszcze kilka tygodni temu o tej samej porze wychodziliśmy na długi spacer, bieg czy na rower. Czy szukaliśmy wtedy dla siebie łatki sportowca, zwycięzcy? Nie. Wyjście na dwór, aktywność to była naturalna rzecz. Jesienią i zimą samo wyjście staje się niezłym wyzwaniem. Ale to tylko chwilowy dyskomfort. Wystarczy odpowiednio się ubrać, a po rozgrzewce trening na świeżym powietrzu będzie tylko przyjemnością

Jeżeli rzeczywiście nic nas nie jest w stanie zmusić do wyjścia, możemy jesienno- zimowy czas wykorzystać do rozwoju ciała w innym kierunku. Warto zapisać się na siłownię i wzmocnić mięśnie. Oczywiście dobrze by było przez cały rok przeplatać treningi siłowe z wytrzymałościowymi, ale z kolei latem ciężko rzeźbić się na sali, gdy na zewnątrz wzywa nas piękne słońce. 

Jeżeli tak jak ja, kochacie rower, dobrym rozwiązaniem jest trenażer rowerowy lub rower stacjonarny. Jesteśmy w stanie poćwiczyć, nie tracąc czasu na dojazd do fitness klubu, w każdą pogodę i o każdej porze. Oczywiście tylko wtedy, gdy sprzęt jest cichy, nie utrudniający życia domownikom i sąsiadom. Wielkim plusem trenażera jest to, że ćwiczymy na własnym, dopasowanym rowerze, a jeśli wybierzemy model z możliwością podłączenia do komputera, wyboru treningów i tras, nie ma mowy o nudzie.

Dobrym sposobem motywacji do oderwania się z kanapy jest pozostawienie sprzętu do ćwiczeń na wierzchu. Hantelki, mata, sztanga mogą stanowić piękną dekorację wnętrza, która sama aż prosi się o zrobienie z niej użytku. Jeżeli dalej zastanawiasz się, co ze sobą zrobić, bo przecież jest ciemno i strach samemu biegać, wyjmij skakankę, odpal muzykę i postaraj się spocić. 

Wiele korzyści przyniosą na pewno modyfikacje w jadłospisie. Ja latem i wczesną jesienią odżywiałam się niemal w 90 procentach na surowo. Lody bananowe, na które przepis znajdziecie u mnie we wcześniejszych wpisach, jadłam czasem nawet dwa razy dziennie. Teraz po takim śniadaniu musiałabym wskoczyć pod ciepły koc, żeby się ogrzać. Króluje kasza jaglana, ryż, gotowane warzywa. Zaczęłam również pić herbatę w ciągu dnia. Takie natychmiastowe ogrzanie od wewnątrz również dodaje nieco energii. 

Jak widzicie, nie szukamy wymówek tylko rozwiązań! Niechęć do ruszenia się z miejsca nie wynika z lenistwa, z tego że nagle staliśmy się kanapowcami. Musimy pogodzić się z faktem, że aura w naszym kraju jest, jaka jest. W mniejszym lub większym stopniu jesienna melancholia dopada każdego. Nie warto z tym walczyć i się za to obwiniać, a znaleźć na tyle atrakcyjne zajęcia, by nie zmarnować czasu, który biegnie niezależnie od pór roku.

niedziela, 18 października 2015

Przy Niedzielnej Kawie




Hej hej! Jak minął Wam deszczowy tydzień? Dzisiejszy wpis produkuję pomiędzy unoszeniem ramion z hantlami, a spięciami brzucha. Przez ostatnie siedem dni skupiłam się na bieganiu. Deszczowa pogoda jakoś nastraja mnie głównie na ten rodzaj aktywności. Jak widać, póki co działam bez konkretnego planu i ćwiczę to, na co akurat przyjdzie mi ochota. Przyznam się szczerze, że to zwiększenie ilości treningów biegowych ma jednak swój mały cel. Niedługo czeka mnie kolejny bieg, na który już jestem zapisana i chcę poprawić swój wynik. Wszystko wskazuje na to, że się uda. Pogoda coraz bardziej sprzyja aktywności na dworze. Im zimniej, tym lepiej mi się biega i jestem pewna, że tak jest z większością biegaczy. Niestety, o ile w deszczu biega się cudownie, o tyle jazda na rowerze szosowym z oponami takimi, jakie aktualnie mam zamontowane, jest niestety niemożliwa. Wybawienie to dla mnie trenażer i mam nadzieję, że już niedługo stanie się moim domownikiem i będę mogła go dla Was zrecenzować, bo mam już w tym temacie dość spore rozeznanie. 
No dobra, czas na podsumowanie tygodnia. 


Moja tygodniowa aktywność na Endomondo. Tak jak pisałam wyżej, naszła mnie wena na bieganie. I tak jest co roku, że im zimniej, tym więcej u mnie treningów biegowych.


























Piosenka Iron Maiden- Run to the hills. Rzadko biegam przy muzyce. Zazwyczaj słucham książek lub podcastów. Ale ta piosenka ma w sobie coś takiego, że chce się przyspieszyć. Zresztą, zgrajcie na odtwarzacz i sprawdźcie sami.

 


Nowość w sportowej szafie. Bluza Asics Longsleeve Jersey Hoody. Hit hit hit! I do biegania, i do noszenia na co dzień. Mimo wysokiej ceny, warta każdej złotówki. Jeszcze nie miałam tak porządnej bluzy sportowej. Jest idealnie skrojona, funkcjonalna. Oprócz otworów na kciuki ma również zakładki, które możemy nasunąć na dłonie tworząc jakby rękawiczki. Ma dołączany komin na szyję i ogromny kaptur ze ściągaczem. Jeżeli szukacie takiej bluzy, to radzę szybko się decydować. Zrobiłam małe śledztwo i niestety w sklepach nie ma ich za dużo. Ja kupiłam swoją na runnersclub.pl (nie, nie mam z tego żadnych profitów). 

źródło: runnersclub.pl 


























Miłego i aktywnego tygodnia! Trzymam kciuki za Waszą nieustającą motywację!

środa, 14 października 2015

Co jeść, by być silnym, zdrowym i biegać daleko?


Wczoraj zastanawiałam się, co wybrałabym, gdyby powiedziano mi, że tylko te trzy rzeczy mogę jeść do końca życia. Właściwie długo nad tym nie myślałam. To na pewno byłoby coś zdrowego, a przy tym bardzo smacznego. Jestem zdecydowaną przeciwniczką zmuszania się do jedzenia czegoś tylko dlatego, że jest to uznawane za zdrowe. W moim przypadku przykładem może być sałata. Owszem, od czasu do czasu jest ok. Ale jeżeli już mam zjeść coś zielonego, to zdecydowanie bardziej wolę młode liście szpinaku, pociętą w paski cukinię lub seler naciowy.
Wróćmy do tematu głównego. Zdrowe i smaczne. To już wiemy. Kolejnym ważnym aspektem jest dla mnie pożytek jaki mam z jedzenia, skoro już je przygotowuję. I znowu posłużę się zielonym przykładem. Co z tego, że zrobię sałatkę, ułożę liście i wstążki papryki, niczym mozaikę z Maroko? Słyszałam o takim terminie jak bretarianizm  (odżywianie się światłem i energią życia), ale ja nie znam ani jednego takiego typa. Być może są ku temu powody... 
Podsumowując ten przydługi wstęp: skoro już wkładamy wysiłek w jedzenie, to musimy coś z tego mieć. Nic za darmo. Posiłki powinny dawać energię, być smaczne i zdrowe. I dzisiaj zapoznam Was z moimi trzema jedzeniowymi ulubieńcami, bez których nie wyobrażam sobie moich sportowych wariacji, jak i codziennego funkcjonowania.


banany
























Banany. U nas mieszkają sobie w dużej szufladzie kuchennej i dojrzewają, aż dostaną piękne kropki. Warto dodać im jabłka do sąsiedztwa. Dojrzeją szybciej. Banany są nie tylko bardzo odżywcze, ale też zawierają mnóstwo potasu. To dlatego stanowią tak ważny element w diecie osób aktywnych. Ja najbardziej lubię je w formie koktajlu, lodów i dodatku do kaszy jaglanej.


daktyle






















Daktyle. Ale te świeże, nie suszone. Najlepsza przekąska przed bieganiem, dodatek do kaszy jaglanej, koktajlu. Zawierają potas, wapń, magnez, żelazo, fosfor oraz witaminy PP, B1, B2, A. Kilka daktyli od razu po powrocie z pracy działa na mnie lepiej niż kawa. Natychmiastowy zastrzyk energii gwarantowany.


ryż jaśminowy






















Ryż jaśminowy. Z warzywami, sosem lub z owocami. Ten gatunek dobrze komponuje się i na słodko, i wytrawnie. Jeśli jeszcze go nie znasz- koniecznie spróbuj. Mi na początku jego zapach wydawał się nieco dziwny, ale teraz nie wyobrażam sobie, że mogłoby go zabraknąć w kuchni. Ostatnio stał się moim ulubionym posiłkiem przed bieganiem. Mogę go zjeść nawet na krótko przed treningiem, ponieważ łatwo się trawi i szybko dostarcza energii bez niepotrzebnego obciążania żołądka. 


Jak widzisz, same mocno energetyczne składniki. Bomba odżywcza i moc witamin. Według mnie, warto jeść nie dla samego jedzenia, ale mieć na uwadze korzyści płynące z natury. Trzeba pamiętać, że im coś jest bardziej przetworzone, tym więcej dobroczynnych składników zostało gdzieś w fabryce, a w opakowaniu dostajemy jedynie opakowany w kolorowy papierek produkt. Coś jedzeniopodobnego, aby smakowało i dobrze się sprzedało. Nasz organizm możemy analogicznie odnieść do auta. Na lepszym paliwie dojedziemy dalej i bezpieczniej. A kiedy zatankujemy "chrzczony" syf, ryzykujemy nie tylko mniej przejechanych kilometrów, ale w konsekwencji samochód zużyje się szybciej, a kosztowne części ulegną zepsuciu. Tak samo jest z nami. Niestety, o ile auto wystarczy zawieźć do mechanika, kupić i wymienić części, o tyle w naszym przypadku konsekwencje są o wiele bardziej poważne. 

Nie leki i nie suplementy dodadzą Ci mocy na życie i sport. A dlaczego suplementy zyskały tak ogromną popularność? Bo znaczna większość populacji nie dostarcza sobie witamin, minerałów z prawdziwego jedzenia. Stąd niedobory, zespół przewlekłego zmęczenia, choroby. Nie ma takiej potrzeby, by świadomie wybierać przetworzone produkty pozbawiając się tego, co płynie z natury. 
A korzyści przychodzą bardzo szybko i warto przekonać się o tym na własnej skórze. 
 

niedziela, 11 października 2015

Przy Niedzielnej Kawie. Podsumowanie tygodnia.


Weekend to czas, kiedy robię jedynie rzeczy, na które mam ochotę. Zazwyczaj wszystkie obowiązki mam wtedy już za sobą, a jeśli zostaje coś do zrobienia- poczeka do poniedziałku :) Biegam, spaceruję, jeżdżę na rowerze nie kiedy mam na to czas, a wtedy, gdy przyjdzie mi na to ochota. W niedzielę poświęcam również trochę czasu na czytanie artykułów, ciekawych informacji, które zaznaczałam przez cały tydzień jako "do przeczytania". Odsłuchuję piosenki, jakie przypadkiem wpadły mi w ucho lub oglądam filmy wrzucone na youtube przez osoby, które subskrybuję. Oczywiście nie obyłoby się bez podsumowania tygodniowej aktywności fizycznej.

Wpisy w niedzielę chciałabym poświęcić na dzielenie się z Wami ciekawostkami, zdjęciami, piosenkami, inspiracjami i wszystkim co przykuło moją uwagę w ciągu całego tygodnia. Zatem z dniem dzisiejszym oficjalnie rozpoczynam cykl Przy Niedzielnej Kawie. 


Moja tygodniowa aktywność na Endomondo. Nie wrzucam dojazdów na rowerze do pracy i z pracy, ale to zaledwie 2 kilometry w jedną stronę. Przyznam szczerze, że zaczynam już coraz bardziej odczuwać jesienną aurę. W tym tygodniu ciężko mi było zebrać się i wyjść z domu, gdy na dworze już robiło się ciemno. 

























Piosenka- ostatnio bardzo często nadawana w Trójce, której słucham w pracy.
 




Blog Michała Szafrańskiego, o którym już wspominałam. Znajdziecie w nim również odcinki podcastu "Więcej niż oszczędzanie pieniędzy", które towarzyszą mi ostatnio podczas biegania i jazdy na rowerze. Informacje nie tylko o oszczędzaniu, ale przede wszystkim spora dawka motywacji do rozwoju osobistego. 

jakoszczedzacpieniadze.pl






Miłego i aktywnego tygodnia! Mam nadzieję, że pomimo chłodu i niekoniecznie przychylnej prognozy pogody, nie zawładną nami koce, ciepłe herbatki i kapcie. Pamiętajcie, nic nie rozgrzewa tak, jak sport i dobry humor!

piątek, 9 października 2015

Strategia SMART. Mądrze zaplanuj swoje sportowe cele!


Ostatnio towarzyszami moich biegów i wypraw rowerowych są podcasty. Audycje, które możemy pobrać z serwisu iTunes. Podczas jednego z treningów, mój wybór padł na 17 odcinek podcastu Michała Szafrańskiego, który prowadzi blog ekspercki jakoszczedzacpieniadze.pl. Michał mówi w nim o realizacji celów, planowaniu w taki sposób, by zmaksymalizować szanse na powodzenie. Wspomina też o strategii SMART. Zaciekawiło mnie to do tego stopnia, że zaczęłam zgłębiać temat. Rozgryźć cel na czynniki pierwsze? Zaplanować jego osiągnięcie? A gdyby tak przenieść akcję na cele sportowe? Na plan treningowy? To jest myśl! 

Dziś zapożyczam z dziedziny zarządzania i biznesu metodę SMART i przekładam ją na sportowe cele. W końcu zdrowie, dobry wygląd i samopoczucie to również inwestycja w przyszłość. Rozkodujmy więc, czym w ogóle jest ten tajemniczy SMART

SMART- jaki powinien być nasz cel?

 S. jak Specific (skonkretyzowany)- Cel powinien być zrozumiały, precyzyjny. Musimy się zastanowić, po co to robimy i w jakim kierunku skupiamy nasz wysiłek. Przykładowo, samo "chcę schudnąć" nie wystarczy. Warto się zastanowić ile chcemy schudnąć, w jakim czasie, co należy zrobić, aby ten cel osiągnąć, co nam da jego osiągnięcie i jak będziemy się czuć, gdy się uda. Jaki jest powód, że chcemy być mniejsi? Powód jest ważny, gdyż to on będzie nas prowadzić w drodze do osiągnięcia sukcesu. Będzie motywacją, motorem do działania w ciężkich chwilach, które z pewnością się pojawią.
Przykład: Chcę schudnąć 3 kilogramy do Powiatowego Biegu o Złotego Ziemniaka, który odbędzie się za dwa miesiące, gdyż dzięki temu poprawię swój rekord życiowy na 10 kilometrów. Aby to osiągnąć, przestanę jeść cukierki na kolację. 

M. jak Measurable (mierzalny)- Powinniśmy być w stanie zmierzyć nasze postępy w dążeniu do celu. Twoim celem jest przebiec 10 kilometrów w 40 minut? Ambitne, ale jak najbardziej możliwe do wykonania. Sprawdzaj, zapisuj jak poprawia się Twój wynik. Proponuję nie analizować każdej jednostki treningowej, ale wyznaczyć sobie dni testowe w danych odstępach czasu. 
Przykład: Za dwa miesiące przebiegnę 10 kilometrów w 40 minut. Plan treningowy zakłada trzy treningi tygodniowo. Niedziela jest dniem testowym. Przebiegam 10 kilometrów zawsze tą samą trasą, w tym samym obuwiu, mierząc postępy tym samym urządzeniem.

A. jak Achievable (osiągalny)- Przebiegnięcie maratonu w mniej niż dwie godziny to jeszcze bardziej ambitny cel niż ten powyżej, ale czy osiągalny (obecny rekord to 2:02:57)? Owszem, poprzeczkę należy sobie stawiać wysoko, ale trzeba również patrzeć realnie na swoje możliwości. 42 kilometry to już niezły dystans...Warto realnie określić predyspozycje i aktualną kondycję, by cel nie stał się powodem frustracji. Postawienie przed sobą niemożliwego, trudności i przeszkody jakie napotkamy, mogą nieźle podkopać naszą wiarę w siebie. Po pewnym czasie przychodzi zmęczenie, przetrenowanie, czego następstwem może być całkowite porzucenie jakiejkolwiek aktywności fizycznej. 
Przykład: Chcę przebiec maraton, jednak realnie określam swoje możliwości i kondycję fizyczną. Mój największy dystans to półmaraton. Wyznaczam plan działania i bezpiecznie rozkładam go w czasie, by uniknąć kontuzji i przetrenowania.

R. jak Relevant (istotny)- Przedostatnie kryterium to wartość, jaką niesie za sobą dany cel i jego osiągnięcie. To sens działania, który będzie nam nieustannie towarzyszył w drodze do sukcesu. Musimy umieć sobie odpowiedzieć na pytanie: po co ja to robię? Jaki to ma sens? Jeśli nie znajdziemy odpowiedzi, prędzej czy później nie znajdziemy w sobie siły, by kontynuować nasze założenia. 
Przykład: Moim celem jest poprawa wyników badań krwi, dlatego codziennie jeżdżę na rowerze do pracy. Dzięki temu będę zdrowsza, sprawniejsza. Poza tym, dam dobry przykład moim współpracownikom aby przesiedli się z samochodów na jednoślady bo wierzę, że dbając o siebie dbamy też o środowisko. 

T. jak Time-bound (terminowy)- Rzucanie sobie wyzwania w przestrzeń, bez określenia terminu, powoduje często odkładanie wszystkiego na potem. Zadania, które sami sobie wyznaczyliśmy, wiszą nad głową jak kat. Gdy nie mamy konkretnego terminu, zazwyczaj nie posiadamy też planu. Owszem, wyznaczając cele sportowe lub zdrowotne czasami nie jesteśmy w stanie precyzyjnie określić daty. Ale czy postawienie sobie za cel życia w dobrej formie i jak najlepszej sprawności do późnej starości nie stanowi pewnych ram czasowych? W końcu nie żyjemy wiecznie, więc warto przeżyć to życie w pełni sił! Niestety, samo rzucenie w przestrzeń "muszę coś ze sobą zrobić" niesie za sobą "ok, od jutra"...
Przykład: Za dwa miesiące kupię nowe buty do biegania. Kosztują 400 zł. Zaoszczędzę na nie, pijąc kawę rano w domu, zamiast kupować ją w drodze do pracy. Mamy cel, ramy czasowe i sposób na osiągnięcie celu. A gdy przyświecać nam będzie wizja biegania w nowych Asicsach za dwa miesiące, będziemy mieli motywację do wstawania wcześniej. Plan idealny. 


Dobrze zaplanowane cele sportowe, treningowe to nie tylko sposób, by nie stracić ochoty, motywacji i zapału do ćwiczeń. Smart w języku angielskim oznacza mądry. Ta strategia pozwoli, aby nasze cele i plany realizacji rzeczywiście takie były. Przemyślane, realne, biorące pod uwagę indywidualne możliwości. Kiedy odrzucimy chaotyczność i poważnie zabierzemy się do działania, mamy szansę nie tylko na zwiększenie powodzenia w realizacji celów. Unikniemy też niebezpieczeństw, które czyhają na tych "w gorącej wodzie kąpanych". Jedną z najgorszych rzeczy, która może się nam przytrafić jest kontuzja, przekreślająca dotarcie do celu, jak również potrafiąca nieźle uprzykrzyć codzienne funkcjonowanie. 

Mając w planach konkretną wizję własnego ciała, starty w zawodach, podnoszenie sprawności, co wymaga konkretnych treningów, spróbujmy skorzystać z opisanej strategii. Na pewno SMART, kartka, długopis, cisza pomogą w poznaniu siebie i mądrzej podejdziemy do celów, które wcześniej traktowane od niechcenia, nabiorą nowego wymiaru i pojawią się nagle na wyciągnięcie ręki. 

Polecam Wam blog Michała Szafrańskiego, którego podcast zainspirował mnie do tego wpisu. Michał jest znakomitym specjalistą w dziedzinie zarządzania własnym budżetem. Dzięki niemu wiele osób wyszło z długów, założyło własny biznes. Jego konkretne i fachowe artykuły napisane przystępnym językiem sprawiają, że nawet osoby "niekumate" w tej dziedzinie znajdą coś dla siebie. 

jakoszczedzacpieniadze.pl


środa, 7 października 2015

Jesienią na rower. Oby bezpiecznie.



Jesienią na rower


Jesień to piękna pora roku. I piszę to z pełną świadomością krótszych dni, ciemnych poranków, deszczu, wiatru i ogólnie- aury niezbyt optymistycznie nastrajającej do życia. Dla mnie jesień oznacza przyjemne temperatury. Jeszcze nie tak niskie jak zimą, ale dające wytchnienie po letnich upałach. Lubię kolorowe liście, które mogę rozkopywać podczas spacerów i biegania, swobodnie fruwające spod kół roweru. I chociaż jesień nie zawsze sprzyja sportowcom, da się spędzić aktywnie czas, pomimo szybko zapadającego zmroku. 
Najważniejsze to dbać o swoje bezpieczeństwo. Dziś dam Wam kilka wskazówek oraz przedstawię rzeczy, bez których rzeczywiście można się zniechęcić do treningu w jesiennej aurze. 
  • Wybieraj znane ścieżki. Jesienią drogi są pokryte liśćmi, nie mamy pojęcia co znajduje się pod nimi. Omijamy też wszystkie kałuże. Kto wie, jak są głębokie?
  • Przydadzą się błotniki. Nawet do roweru szosowego są dostępne specjalne, wąskie wersje. Nie zepsują za bardzo aerodynamiki, a poprawią komfort jazdy, gdy nagle zaskoczy Cię deszcz. 
  • Nie ubieraj się za grubo, ale wybierz warstwę wierzchnią, która osłoni Cię od wiatru, jednocześnie pozwalając skórze oddychać. Zabierz ze sobą cienką, przeciwdeszczową kurtkę, zajmującą niewiele miejsca. 
  • Nieważne, ile Twój rower ma lat i ile kosztował. Jeździsz na nim, więc to Twój najcenniejszy środek transportu. Dbaj o niego. Czyść i smaruj regularnie napęd. Wybierz środki odpowiednie na tą porę roku, odporne na wilgoć.

Jesienią na rower





















Światło z przodu i z tyłu. Fajnie jeśli będzie migające. Jadąc po ulicy, kierowca jest w stanie odróżnić Cię od motoru lub samochodu bez jednego reflektora. Dbasz przy tym o swoje własne bezpieczeństwo, więc nie zapomnij o tym, bo z rozpędzonym autem raczej nie masz dużych szans. Oczywiście sprawdzamy przed jazdą, czy oświetlenie jest sprawne, a baterie naładowane. 


Jesienią na rower



Odblaski. Z tego samego powodu co powyżej. Przydadzą się też podczas spaceru, czy biegania.


Zestaw naprawczy. U mnie mieści się w małej torebce podsiodłowej. Zawiera łyżkę do opon, pompkę na naboje CO2, łatki i klej. Tak naprawdę trzeba mieć go przy sobie zawsze, ale jesienią po zmroku lub pośród liści można nie zauważyć np. rozsypanego szkła. Chyba, że jedzie z Tobą samochód serwisowy, to taki zestaw nie będzie potrzebny. Wtedy Ci zazdroszczę. 


Jesienią na rower
Gaz i latarka. Latarka przyda się, gdy będzie trzeba załatać oponę, bo co Ci po zestawie naprawczym, kiedy nawet nie będziesz wiedzieć, gdzie znajduje się nieszczęsna dziura. Gaz- nie tylko na złych ludzi, chcących zrzucić Cię z roweru i ukraść drogocenną maszynę. Po zmroku chętniej na drogach pojawiają się zwierzęta. Nie zawsze przyjaźnie nastawione. 

Zadbanie o tych kilka elementów, które tak naprawdę nie zajmują wiele miejsca, pozwoli Ci cieszyć się treningami bez względu na przygnębiającą momentami jesienną aurę, a zamiast przykrywać się kocem i pić rozgrzewającą herbatkę, z pewnością rozgrzejesz się pokonując kolejne kilometry, a endorfiny przegonią każdą chandrę i depresję! 

Jesienią na rower

A jak Ty radzisz sobie z aktywnością w jesienne chłody? Koniecznie daj znać w komentarzu.

poniedziałek, 5 października 2015

Błędy początkującego sportowca





Zaczynając uprawiać nową dyscyplinę sportową, lub decydując się na przejście z dywanowego kicania do regularnych ćwiczeń, treningów, zdarza nam się popełniać błędy. Zachwyceni możliwościami naszego organizmu po pewnym czasie dziwimy się, dlaczego dopada nas zniechęcenie, apatia, chorujemy. Sama łapię się na tym, że pewnymi zachowaniami właśnie w sferze sportowej robię sobie krzywdę. Czytam mądre książki, artykuły, pogłębiam swoją wiedzę. Jeśli chodzi o dobór materiałów, dokładnie filtruję to w co się zagłębiam. Mimo wszystko, łapię się na robieniu rzeczy, które mi szkodzą. Przez roztargnienie, brak czasu lub przesadne dążenie do perfekcjonizmu.

Dzisiejszy wpis jest zbiorem kilku moich spostrzeżeń na temat błędów popełnianych przez początkującego sportowca i sposobów, jak sobie radzić z ich konsekwencjami. 

Za dużo, za szybko, za mocno

Rozpoczynając przygodę z aktywnością fizyczną lub nową dyscypliną często uważamy, że więcej oznacza lepiej. Organizm atakowany nowymi bodźcami na początku dobrze reaguje, a my jesteśmy zaciekawieni i chcemy koniecznie sprawdzić na ile nas stać. Osoby odchudzające się również często są przekonane, że im więcej będą ćwiczyć, tym szybsze będą efekty. Cóż, nie jesteśmy stworzeni do codziennych, ciężkich treningów. Organizmowi należy się odpoczynek i im szybciej to zrozumiemy, tym większa szansa, że nie poniesiemy konsekwencji na własnej skórze. Przetrenowanie, które wiąże się z całkowitym zniechęceniem do jakiejkolwiek aktywności fizycznej, kontuzje- to może sprawić, że będziemy po pewnym czasie w gorszej formie niż wtedy, gdy rozpoczynaliśmy przygodę ze sportem. 
Moja rada
Warto czytać, edukować się w danej dziedzinie, przeglądać plany treningowe. Często okazuje się, że nawet doświadczeni sportowcy nie wykonują tylu jednostek treningowych, ile na siebie nałożyliśmy. Poza tym, warto też usiąść i porozmawiać z samym sobą. Czy narzucając sobie taki reżim jesteśmy dobrymi własnymi trenerami? Warto spojrzeć na siebie łaskawszym okiem, by uniknąć zniechęcenia i aby treningi były dla nas przyjemnym oderwaniem od codzienności, a nie przykrym obowiązkiem, który sami na siebie narzucamy. 


Dieta kuleje...

Zwiększając poziom aktywności fizycznej powinniśmy również dopasować jadłospis do nowego stylu życia. Większość osób monitoruje swój wysiłek używając aplikacji na smartfony lub inteligentnych zegarków. Jesteśmy w stanie mniej więcej ocenić ile kalorii spaliliśmy. Dobrze by było uzupełnić ten wydatek energetyczny produktami pełnowartościowymi, dodając więcej owoców, warzyw, kasz, ryżu. W przypadku osób odchudzających się, bilans dzienny wcale nie oznacza, że -1000 kalorii powinno być powodem do radości. To najkrótsza droga, by wkrótce zrobić atak na lodówkę, porzucić wszelkie ćwiczenia i wrócić do punktu wyjścia.
Moja rada
W sieci znajdziemy wiele aplikacji na smartfony, które ułatwią liczenie kalorii. Choćby Myfitnesspal lub 
SHealth na Samsunga. Nikogo nie namawiam do codziennego, skrupulatnego liczenia kalorii, ale dobrze jest choć przez jeden dzień przyjrzeć się temu co jemy. Wynik może być bardzo zaskakujący. Większość z osób ćwiczących je po prostu za mało, ograniczając przy tym jakikolwiek progres w danej dyscyplinie sportowej.

Odwodnienie

Zauważyłam, że większość pije wodę dopiero wtedy, gdy poczuje silne pragnienie (a to już oznaka odwodnienia). Są też tacy, którzy wody w jej czystej postaci nie piją wcale. To duży błąd. Odwodnienie to najczęstsza przyczyna bólu głowy, stawów, słabego trawienia, zaparć, wyczerpania. Jaka jest najlepsza woda? Ta, którą akurat mamy pod ręką.
Moja rada
Im bardziej jesteśmy aktywni, tym więcej potrzebujemy wody. Kup do domu dzbanek filtrujący, aby nigdy nie zaskoczył Cię brak dobrej wody do picia. Noś małą butelkę w plecaku, torebce, zawsze miej zapas w miejscu pracy. A jeśli naprawdę nie masz możliwości skorzystania z filtrowanej lub mineralki, woda z kranu zawsze będzie lepszą opcją, niż odwodnienie.

Brak snu 

Konsekwencji nie odczujemy od razu. Na krótką metę kawa załatwia sprawę. Ale po pewnym czasie zauważymy, że nasze zdolności do regeneracji są jakby słabsze, że wolimy posiedzieć sobie pod ciepłym kocem, pooglądać telewizję. Nie wiadomo dlaczego, bo przecież zawsze byliśmy pełni energii. Po pracy szybki obiad, trening, spotkanie ze znajomymi, długie wieczory przed komputerem. Rano mocna kawa, może jeszcze poranne ćwiczenia. Na początku jest fajnie, ale to działania potrafiące stłumić ambicje największego zapaleńca. Snu nie należy lekceważyć. 
Moja rada 
Zrób eksperyment. Przez tydzień kładź się do łóżka o 22 lub nawet wcześniej, jeśli dasz radę. I nie mam na myśli przeglądania fejsa na tablecie lub smartfonie w pozycji horyzontalnej. Zasłoń okna, jeśli rozprasza Cię jakieś źródło światła, możesz nałożyć specjalną opaskę na oczy. Całkowita ciemność jest bardzo ważna, gdyż to właśnie wtedy w ciele produkowana jest melatonina, regulująca nasz rytm dobowy. Po takim tygodniu, kiedy odkryjesz regeneracyjne działanie dobrej jakości snu, nie będziesz miał ochoty na zarywanie nocy. Wbrew pozorom, nie stracisz przez to czasu, a zyskasz energię, by ten czas wykorzystywać efektywniej. 
Mam nadzieję, że mój wpis przyczyni się do refleksji, czy chcesz dzięki ćwiczeniom poprawić wydolność, wyniki sportowe, polepszyć jakość życia, czy może doprowadzić organizm na skraj wyczerpania. Sport to zdrowie, ale nie zapominajmy, że to zdrowie mamy jedno. 

Trenować trzeba z głową, a nie tracić głowę dla treningów.

 

sobota, 3 października 2015

7 korzyści zdrowotnych z jazdy na rowerze

7 korzyści zdrowotnych z jazdy na rowerze



Rower gloryfikować będę zawsze i na zawsze. Tak jak już pisałam, na rowerze uwielbiam jeździć, odkąd uszczuplono go o dwa pomocnicze kółka. I już wtedy dostrzegałam piękno tego prostego środka lokomocji. Wiatr we włosach i możliwość dotarcia w te miejsca, gdzie ciężko i za daleko dotrzeć na pieszo. 

Dzisiaj przedstawię Wam 7 korzyści zdrowotnych, jakie płyną z jazdy na rowerze. Zapraszam do lektury. 

1. Utrata wagi. Nawet w tych ciężkich przypadkach.

Oczywiście, można biegać lub spacerować. Jednak na rowerze jesteśmy w stanie spalić więcej kalorii w tym samym czasie, bez obciążania stawów- tak jak to ma miejsce w przypadku biegania.
 
2. Usprawnienie systemu odpornościowego.

Poprzez zwiększoną cyrkulację krwi, lepsze jej dotlenienie nasz organizm lepiej radzi sobie z infekcjami. Ponadto, regularne wycieczki w różnych warunkach pogodowych hartują organizm.

3. Walka z bezsennością. 

Badania udowodniły, że już 20 minut jazdy na rowerze pomaga walczyć z bezsennością. Jak? Wystawienie na działanie promieni słonecznych przywraca naturalny rytm dobowy organizmu. Poza tym, redukuje poziom kortyzolu- hormonu stresu, którego nadmiar często jest przyczyną problemów z zasypianiem, a także jakością snu. 

4. Lepsza praca jelit. 

Ruch ciała usprawnia motorykę jelit. Przez to jedzenie potrzebuje mniej czasu, by strawione opuścić nasz organizm. Ograniczona jest ilość wody wchłoniętej z pożywienia, co oznacza dla nas szybsze i mniej uciążliwe wizyty w toalecie. 

5. Masaż mózgu.

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego podczas jazdy na rowerze przychodzi Wam do głowy mnóstwo pomysłów lub znajdujecie rozwiązania problemów? Jazda na rowerze ułatwia przepływ krwi i tlenu do mózgu. Poprawia koncentrację, pamięć i koordynację ruchów. Pamiętasz swoje pierwsze próby utrzymania równowagi na rowerze? Porównaj to ze swoimi dzisiejszymi umiejętnościami. 

6. Młodszy wygląd.

Pot, tlen, lepsze ukrwienie, produkcja kolagenu- dla skóry to jak naturalna maseczka. Nie zapominaj jednak o ochronie przeciwsłonecznej, gdy jest taka potrzeba. Najlepiej, aby były to naturalne filtry. 

7. Zdrowie psychiczne.

Jazda na rowerze to czas dla Ciebie. Czas, aby pobyć ze swoimi myślami. Naturalnie, aktywność fizyczna pobudza produkcję endorfin- hormonów szczęścia. Widzimy wtedy wszystko jakby w jaśniejszych barwach, a rozwiązania problemów znajdują się same. 

Jaki będzie najlepszy rower dla Ciebie? Ten, który posiadasz! Ten, na którym chętnie jeździsz i na którym jest Ci wygodnie. Nie przyniesie korzyści jednoślad, z którego mamy ochotę zejść już po pierwszym kontakcie z siodełkiem. 

W tym roku jesień jest wyjątkowo piękna i ciepła. Dlatego ja dziś mam zamiar podziwiać jej uroki z perspektywy roweru. A Ty?

środa, 9 września 2015

Co inni o mnie myślą?



Czy często zastanawiasz się, co inni o Tobie myślą? 

Człowiek jest stworzeniem stadnym. Choćby był najbardziej zamkniętą w sobie istotą, odludkiem, dziwakiem, pustelnikiem. Gdziekolwiek pójdziemy, czy do sklepu,  pracy, na spacer- wystawiamy się na interakcje z drugim człowiekiem. Na podziw, krytykę, wyśmianie. Nie unikniemy tego. Ale pomyślmy, jak często opinia innych determinuje nasze własne zachowania. Często nawet krytyka bliskiej osoby tłamsi marzenia, czy plany.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego najczęściej w kontaktach z innymi, mówiąc o swoich zamiarach, spotykamy się z negatywnym odbiorem. Swoistym sabotażem, który odbiera energię do działania. Tak bardzo potrzebną do urzeczywistniania tego, co siedzi w głowie. Czy w związku z tym trzeba skrywać marzenia i plany głęboko w sobie i dzielić się nimi jedynie z pamiętnikiem na kłódkę, trzymanym głęboko pod łóżkiem?  

Czasem jest to jedyne wyjście, by zachować siły na realizację planów. Ale co w przypadku, kiedy potrzebujesz porady? 

Ostrożnie dobieraj przyjaciół.
Lepszy jeden, który potrafi wesprzeć słowem i pomoże w najtrudniejszych wędrówkach przez życie, niż grupka tych, którzy są z Tobą tylko wtedy, gdy wszystko jest ok, kiedy wasze plany idą w jednym kierunku.

Nie pozwól się rozpraszać.
Masz swój cel? To do niego dąż. Nie pozwól, aby opinia innych była jak kłody mające wykoleić Twój pociąg, jadący do konkretnej stacji. Inni mogą próbować Cię sabotować, ale to Ty musisz mieć na tyle sił, by pozostać głuchym na krytyczne komentarze.

Nie karm wewnętrznego krytyka.
Zdarza się, że najgorszym hamulcem jesteś sam dla siebie. Jedna negatywna myśl, cudza porażka, uszczypliwy komentarz, a już myśli biegną w kierunku katastrofy. Nie słuchaj tego głosu. Czytaj o sukcesach innych, inspiruj się i otaczaj tymi, którym się udało.  

Zaakceptuj samotność.
Pomyśl. To Twój cel / marzenie / plan. Zaakceptuj, że prawdopodobnie w drodze do jego osiągnięcia pozostaniesz sam. Nie oczekuj na aprobatę. Nie licz na to. Zamiast tego, weź się do pracy.

Miej przed oczami cel, ale ciesz się samą drogą.
Wiedz po co idziesz, ale zamiast nerwowo wyczekiwać rezultatów, ciesz się procesem. Obojętnie, co Cię czeka na końcu. Jeśli Twoim celem jest zrzucenie x kilogramów, ciesz się pozytywnymi zmianami każdego dnia- tym jak zdrowo jesz, jak poprawia się jakość życia. Rzucasz palenie? Celebruj każdą godzinę / dzień / miesiąc bez papierosa.
I ostatnie, według mnie najważniejsze:

Nie bierz wszystkiego do siebie.
Być może ktoś palnie głupotę na Twój temat. Nie w złej wierze. Po prostu Cię nie zrozumie. Nie obrażaj się, odpuść. Nie można wszystkiego przyjmować i chłonąć jak gąbka.
Następnym razem, gdy pogrążysz się w rozmyślaniach "co inni o mnie sądzą", otrząśnij się i wykorzystaj ten czas na pracę nad swoimi osiągnięciami lub po prostu na odpoczynek, by mieć więcej sił na zdobywanie własnych celów.
Powodzenia :)

sobota, 29 sierpnia 2015

Nasiona CHIA. Dlaczego warto włączyć je do codziennego jadłospisu?



nasiona chia

Małe, ciemne nasionka o egzotycznie brzmiącej nazwie. W końcu używane przez Majów i Azteków. Dość drogie. Rozreklamowane na blogach, stronach internetowych i pismach poświęconych zdrowej diecie. W "suchej" postaci są dość twarde, mogą stanowić posypkę do dań. Po namoczeniu przypominają nieco siemię lniane, lecz w przeciwieństwie do niego, mogą być spożywane w postaci niezmielonej. Nabierają wody, tworząc glutowatą otoczkę. Czy rzeczywiście warto zainwestować w te małe, czarne kuleczki? Jak stosować chia? Jakie korzyści płyną z ich spożywania?
  • Wspomagają wzrost HDL (dobrego cholesterolu) w organizmie i obniżenie LDL (złego cholesterolu).
  • Wapń, magnez, fosfor- bogactwo tych składników w małych nasionkach to broń przeciwko osteoporozie.
  • Antyoksydanty zadbają o naszą urodę i opóźnią procesy starzenia.
  • Ich zdolność do wiązania i utrzymywania wody pomoże sportowcom w odpowiednim nawilżeniu organizmu.
  • Bogactwo omega 3 ma za zadanie pomóc w walce z objawami depresji, poprawić pamięć i koncentrację, a u osób starszych zapobiegać rozwojowi zwyrodnienia plamki żółtej, a nawet rozwojowi demencji. 
  • Wysoka zawartość błonnika w tych nasionach usprawni pracę układu trawiennego.
  • Poprzez regulację poziomu cholesterolu we krwi pomagają w walce z insulinoopornością, co ma szczególne znaczenie dla diabetyków. 
  • Żelazo, którego zawartość to aż 7.72mg w 100g tych nasion pomoże zapobiegać anemii.
Oprócz szeregu korzyści zdrowotnych, nasiona chia znajdują zastosowanie w kuchni. Mogą być dodawane do zup, koktajli, deserów aby zagęścić danie lub użyte jako zastępnik jajka w przepisach, gdzie konieczne jest jego użycie (proporcje na jedno jajko z przepisu to 1 łyżka stołowa zmielonego chia i 3 łyżki stołowe wody). Nasiona możemy użyć również jako dekoracji, gdyż atrakcyjnie wyglądają zarówno te suche, jak i namoczone, tworząc galaretowate, okrągłe kuleczki. 
Kilka łyżek nasion w połączeniu ze szklanką wody kokosowej (odstawione do namoczenia) utworzy naturalny napój dla sportowców.

Ja zazwyczaj dodaję chia do mojego śniadania, które zazwyczaj składa się z mrożonych i zmiksowanych bananów. Używam nasion zbyt krótko, aby wypowiedzieć się o efektach doświadczonych na własnym organizmie. Ale ich skład przekonuje mnie na tyle, by kontynuować ich spożywanie. Być może niedługo wyniki badań krwi i ich porównanie z wcześniejszymi rozjaśnią nieco "magię chia", jak i całość zmiany odżywiania i stylu życia, jaki miał u mnie miejsce. Ale o tym innym razem :)



niedziela, 26 lipca 2015

Bananowe lody- bez wyrzutów sumienia





Jako dziecko byłam fanką lodów. Najlepiej, jak były śmietankowe, orzechowe, czekoladowe... Potem mi przeszło i ilość zjedzonych lodów ograniczała się do maksymalnie dwóch w ciągu roku. Ostatnio jednak często goszczą w moim jadłospisie. Najczęściej na śniadanie. Z dodatkiem owoców, migdałów, kokosa. 

Jak?

Bazą są dojrzałe banany. Mrozimy je obrane i pokrojone. Najlepiej, by siedziały sobie w zamrażalniku tak długo, aż zamrożą się na kość. Takie banany wrzucamy do mocnego blendera. Te z ostrzami w kształcie litery S radzą sobie z nimi w kilka chwil. Mielimy banany, aż osiągną konsystencję gładkiej masy. Smak Was zadziwi! Jest pyszny, kremowy i raczej nie przypomina typowego smaku banana. 

Dodatki to już tylko kwestia upodobań i wyobraźni. Smacznego! 







































sobota, 4 lipca 2015

Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia!

Rower szosowy.

 
Od kilku lat w mojej głowie było marzenie...

Rower szosowy. Skąd ten pomysł? Hmm... Być może narodził się podczas oglądania wyścigów kolarskich? A może tak wpłynął na mnie teledysk do piosenki Titanium? 
Może pod wpływem uczęszczania na zajęcia ze spinningu?

Zawsze lubiłam jeździć na rowerze. Odkąd będąc małą dziewczynką na wakacjach u dziadków nauczyłam się jeździć bez pomocniczych kółek, zobaczyłam, jaką frajdę przynosi jazda jednośladem. Pokochałam szybko zmieniający się krajobraz. Zwłaszcza teraz. I żałuję, że na kupno kolarzówki nie zdecydowałam się wcześniej. Byłam przekonana, że na tego typu rowerach jeżdżą jedynie zawodnicy "pro". Miałam obawy, czy dam radę się na nim utrzymać? Przecież kolarzówka ma tak cienkie opony! A jak nie będę miała gdzie jeździć? Takie cienkie opony na nasze polskie drogi?! 
Taki rower to również niemały wydatek. Musiałam przygotować się na kilka wyrzeczeń. Ale wiecie co? Kiedy już jest mój, mogę na niego w każdej chwili usiąść i pokonywać kilometry, wiele spraw w mojej głowie uległo przewartościowaniu. Spełnienie tego największego marzenia, jeśli chodzi oczywiście o rzeczy materialne, odsunęło na bardzo daleki plan inne pomysły. Szczęście z każdego pokonywanego kilometra utwierdza mnie w tym, że mój wybór był słuszny i przemyślany.


sobota, 11 kwietnia 2015

Odchudzanie. Konsekwencje nierozsądnych diet.


Pogoda robi się coraz bardziej łaskawa. Jest coraz cieplej, zrzucamy puchowe kurtki. Wraz z kurtkami chcielibyśmy szybko zrzucić nagromadzone przez zimę kilogramy. Większość osób budzi się dopiero teraz, jak z zimowego snu, kiedy zeszłoroczna kurteczka wiosenna zrobiła się nieco ciasna... Nie, nie przez leżakowanie w szafie. Guzik w radosnych, kolorowych spodniach się nie dopina. Rozpięta w słoneczny dzień bluza bezlitośnie ujawnia żyjącą swoim życiem fałdkę znad paska biodrówek. 
"Gdybym tylko ogarnęła się nieco wcześniej"...

Ten tok myślenia często prowadzi do poszukiwania łatwych i szybkich rozwiązań. Właśnie wtedy w ruch idzie wujek google, rejestrujący rosnące z dnia na dzień statystyki wyszukiwań haseł zaczynających się od "jak szybko schudnąć", "skuteczna dieta", "10 kilo w tydzień", "skuteczne odchudzanie". 
Szybka dieta może dać szybkie efekty. Z pewnością wujek google skieruje nasze poszukiwania w stronę diety proteinowej/ Dukana, kopenhaskiej, 1000 kalorii, Kwaśniewskiego. Opis sugeruje szybką utratę kilogramów. I często tak się dzieje. Restrykcyjne diety, drastyczne ograniczenie podaży kalorii, bez zgłębiania się w nasze rzeczywiste potrzeby skutkuje utratą kilogramów. Ale jak to się ma do składu ciała? Czy rzeczywiście gubimy tłuszcz? Co potem? Niestety, o konsekwencjach takich radykalnych działań wbrew własnemu organizmowi rzadko się mówi. Nastawienie jest na szybki efekt. Ale co dalej?
  • Sławny efekt jojo. Po osiągnięciu upragnionej wagi i zwiększeniu podaży kalorii dosięga jak bumerang. Dlaczego tak się dzieje? Wypłukane z glikogenu mięśnie nabierają substancji odżywczych, w ciele gromadzi się woda, której wcześniejsza utrata była rzeczywistym powodem naszej radości po ujrzeniu liczby na wadze...
  • Spowolniony metabolizm. Podczas restrykcyjnych diet dochodzi do utraty części masy mięśniowej. Jak wiadomo, im więcej mięśni, tym więcej kalorii zużywamy, by je odżywić. Po pewnym czasie dochodzi do stwierdzenia "chudnę od powietrza"! I tu swój początek ma błędne koło. Poszukiwanie nowych sposobów, by schudnąć po zjedzeniu bułki na śniadanie.
  • Osłabienie organizmu, wypadanie włosów, łamliwość paznokci, brzydka cera, zmniejszenie gęstości kości. Brak jedzenia= brak substancji odżywczych. Potrzebujemy budulca, białek, tłuszczy, węglowodanów, witamin, minerałów, by funkcjonować. 
  • Zaburzenia odżywiania. Poniekąd ten punkt łączy się ze spowolnieniem metabolizmu. Często jest tak, że osoba, która już raz zastosowała restrykcyjną, szybką dietę, będzie skazana na poszukiwanie coraz to nowych rozwiązań, by poradzić sobie z własną przemianą materii. Dochodzi do tego zaburzone postrzeganie własnego ciała, które mimo utraty kilogramów nie wygląda ładnie.
  • Utrata jędrności skóry, obwisła skóra, cellulit, obrzęki. I te słynne "smutne pośladki"... Odchudzanie, jak już wyżej napisałam, ma swoje konsekwencje w postaci utraty tkanki mięśniowej. Pozbawione mięśni ciało nie będzie zwarte, jędrne i sprawne. 
  • Insulinooporność. Na koniec gigant. Moim zdaniem najgorsze, co może przytrafić się po głodówkach, drakońskich dietach. Jest to stan zbyt słabej reakcji organizmu na stężenie insuliny we krwi i w związku z tym produkcja tego hormonu w coraz większych ilościach. Może prowadzić do wystąpienia cukrzycy typu 2. Skąd się bierze? W wielkim skrócie- między innymi poprzez naprzemienne okresy głodówki i objadania się. Takie wahania poziomu cukru we krwi to zabójstwo dla metabolizmu.
To tylko kilka sytuacji, które mogą się przydarzyć, gdy chcemy bezmyślnie stracić kilogramy. W rzeczywistości konsekwencji może być znacznie więcej i powinniśmy zdawać sobie z nich sprawę nie w momencie sięgania po dietę, lecz już w chwili wyciągania ręki po kolejne ciastko, czy kawałek pizzy. Łatwiej jest zachować umiar, zdrowy rozsądek na co dzień, niż często już do końca życia zmagać się z konsekwencjami zdrowotnymi nieprzemyślanych głodowych diet.

 Klik:

Odchudzanie. Konsekwencje diet.



niedziela, 15 marca 2015

Bądź dla siebie dobrym człowiekiem. Podnieś swoją samoocenę!


Rusz się grubasie z kanapy!
Zaraz ci tyłek do krzesła przyrośnie!
Jak ty wyglądasz? Nikt cię nie zechce!
Żałosne. Codziennie mówisz sobie "od jutra". 
Zdrowe odżywianie i ciastko? Chyba sobie jaja robisz...
Nie skończysz do piątku tego projektu. Nie ma szans.
Jesteś na to za głupi.
Nie dasz rady...

 Czy mówisz tak do innych ludzi? Obcych, bliskich, rodziny, przyjaciół? Nie? To dlaczego mówisz tak do samego siebie?

 Samoocena. Poczucie własnej wartości. To nasz stan umysłu, psychiki, zbiór opinii na własny temat. To co myślimy o własnych umiejętnościach, wyglądzie, sprawności, kontaktach z innymi. Gdy akceptujemy siebie mamy świadomość, że jesteśmy w stanie wykorzystać nasz potencjał do samorozwoju a także poprawy kontaktów z otoczeniem. Czujemy się dobrze, mamy pozytywny humor.
Brak akceptacji wiąże się z żalem, postrzeganiem własnej osoby w złym świetle, uczuciem niższości, odtrącenia przez społeczeństwo, poniżaniem, pretensją i często nienawiścią do samego siebie. Taka osoba nie jest w stanie cieszyć się życiem, gdy ciągle wynajduje coraz to nowe kompleksy, nie cieszy się z sukcesów a wyolbrzymia najmniejsze potknięcia. 

Nasza samoocena kształtuje się podświadomie, na podstawie sygnałów wysyłanych przez otoczenie. Często rodzice niechcący krzywdzą dziecko poprzez zbyt wygórowane wymagania i oczekiwania. Młody człowiek nabiera przekonania, że jego wartość nie zależy od tego kim jest sam w sobie, lecz od tego co od siebie daje, jakie ma umiejętności, sukcesy czy osiągnięcia. Tak powstaje niepewna siebie osoba, przekonana o tym, że aby być kochana, musi sobie na to zasłużyć. Czasem dołują nas znajomi, przekonując, że są lepsi od nas, a szefowie na każdym kroku wciskają szpilę. W samotności rozmyślamy, czy może te osoby jednak mają rację? Może rzeczywiście jesteśmy tacy beznadziejni, do niczego się nie nadajemy?

Niepewnych siebie ludzi jest wiele. Jedni, nie lubiąc swojej osoby nie potrafią docenić i polubić innych. Stąd złośliwość, zgryźliwość, zrzędzenie, marudzenie i nawet obrzydzanie innym sukcesów. Inni, mimo że w lustrze widzą piękną, wysportowaną osobę, która mogłaby umiejętnościami i osiągnięciami wzbudzać zazdrość, pozostają nieśmiali, skryci, pełni lęków i kompleksów. 

Zatem jak żyć, gdy dla siebie samych stajemy się w końcu źródłem nieszczęścia, a własne myśli nas ranią? Nawet, jeśli to chwilowy spadek samooceny, trzeba działać jak najszybciej.  
Oto kilka pomysłów, jak przepędzić wewnętrznego złośliwca:
  • Wypisz na kartce wszystkie osiągnięcia. Nawet takie, jak przygotowanie pysznego obiadu czy pokonanie lenia i wyjście na spacer lub trening.
  • Wypisz 15 swoich pozytywnych cech. Wyglądu, charakteru, zachowania. I nie odkładaj długopisu, dopóki nie skończysz. 
  • Uświadom sobie i zapamiętaj, że zawsze znajdzie się ktoś ładniejszy od Ciebie, wyższy, szczuplejszy, mądrzejszy, bardziej wykształcony. Ale to działa także w drugą stronę. Ktoś inny może stawiać sobie Ciebie za wzór do naśladowania. I takie jest życie. To jest różnorodność. 
  • Jeżeli uważasz, że zmiana czegoś w wyglądzie, zachowaniu lub otoczeniu pomoże Ci poczuć się lepiej- nie czekaj. Po prostu to zrób i nie użalaj się nad sobą. 
  • Stawiaj sobie cele. Codziennie. 
  • Usiądź i pomyśl, kto lub co mogło wpłynąć na to, kim teraz jesteś i jak się czujesz? Czy byli to przyjaciele, rodzice, wrogowie, znajomi, obcy ludzie? Być może jakieś słowa, obelgi bądź fałszywe oskarżenia przykleiły się do Ciebie i zostały z biegiem czasu wyolbrzymione?
  • Jeśli istnieje w Twoim otoczeniu osoba, która wyraźnie Cię deprymuje, po prostu zerwij toksyczną znajomość. Gdy to niemożliwe, mocno ogranicz kontakt.
  • Nie bierz wszystkiego do siebie. Jeżeli osoba, która idzie na przeciwko Ciebie uśmiecha się, nie znaczy, że śmieje się z Ciebie! A może wręcz przeciwnie? Może jej się podobasz?
  • Nie zaprzeczaj, kiedy usłyszysz komplement. Podziękuj za miłe słowa. 
  • Wybaczaj sobie błędy. Każdy ma prawo, by je popełniać. 
  • A jeśli negatywne myśli, poczucie niższości, obelgi wobec samego siebie zaczynają Cię przerastać, poszukaj fachowej pomocy.

 Dlaczego wobec innych osób często jesteśmy bardziej życzliwi, niż wobec siebie samych? Bo naszych myśli nikt nie słyszy? Słyszy je najważniejsza dla nas osoba. Właśnie ta, która je wypowiada. Ta osoba, która powinna kochać siebie bezwarunkową miłością. Życie mamy jedno i dobrze by było przeżyć je w zgodzie z samym sobą. Bo to co mamy w środku ma o wiele większe znaczenie, niż to co widzą inni. A jeśli lubimy, szanujemy, akceptujemy i dbamy o siebie, umiemy te uczucia przelać na ważne dla nas osoby. Wtedy dopiero jest harmonia i bije od nas szczerość. Wtedy nieważne, jaki cel sobie obierzemy, wspierać nas będzie własna psychika, zamiast rzucać kłody pod nogi, podsuwając negatywne scenariusze. 
A wtedy już wszystko się uda! 

Jak podnieść samoocenę